poniedziałek, 31 sierpnia 2009

Jeśli dom, to dworek z balkonem.

Co się podoba Polakom:
Jeśli dom, to dworek z balkonem

Gazeta Wyborcza. Duży Format
czwartek 27 sierpnia 2009 r.

Grzegorz Sroczyński

---------------------------------------------- 

 Bo szlachectwo zobowiązuje. A z balkonu można spojrzeć na sąsiada z góry.

Polak ma do wyboru około 9700 domów. Taką liczbę projektów gotowych (nazywanych też powtarzalnymi) może znaleźć w katalogach i internecie. Jest to europejski rekord, więcej projektów mają tylko Amerykanie (około 20 tysięcy). Średnia cena: 1900 zł.
Do architektów nie chodzimy. Spośród 100 tysięcy zeszłorocznych pozwoleń na budowę jedynie 10 tysięcy to projekty indywidualne.

Niektórzy - jak zaobserwował Piotr Wejman z portalu Dom.pl - oglądają wszystko, projekt po projekcie. Obliczył, że jeśli poświęcają na to dwie godziny dziennie, wybór domu zajmuje im pół roku.
Reporter mający napisać, jakie domy lubią Polacy, ma więc ułatwione zadanie. Wystarczy, że się dowie, który spośród 9700 projektów gotowych sprzedaje się najlepiej.
Niestety, jest to tajne.

Biurowe tajemnice

Obdzwoniłem pięć największych biur, które sprzedają gotowe projekty w internecie.
Pierwsze wyjaśniło, że nie może ujawnić, który dom sprzedaje się najlepiej, bo drugie biuro z pewnością projekt skopiuje i zacznie oferować jako swój ("Takie rzeczy są nagminne").
Biuro drugie - oburzone - oświadczyło, że nic nie musi kopiować, bo ma swoje, dużo lepsze hity. Ale nie powie które.
Biuro trzecie zadeklarowało, że może coś ujawnić, ale jak inni też ujawnią.
Kierownictwo biura czwartego wyjechało na Wyspę Wielkanocną i straciło zasięg.
W biurze piątym - zamiast do szefów - przez pomyłkę dodzwoniłem się na zwykłą infolinię dla klientów. - Zaraz zajrzę do tabelki w Excelu, tylko ona długo się otwiera - oznajmiła pani. Tabelka otwierała się dwie i pół minuty. - Najlepiej nam schodzi projekt "Tyberiusz".

"Tyberiusz" - projekt Marcina Michalskiego (właściciela biura Domena). Pow. 143 m kw. O "Tyberiuszu" nikt z moich rozmówców się nie wypowiadał - ani dobrze, ani źle. Zauważono tylko "gustowny klinkier okalający schody"

A potem zdarzył się cud. Biura zgodnie postanowiły odsłonić część tajemnic. Uparły się tylko przy jednym: nie podadzą żadnych danych liczbowych.
Nie wiem więc, który projekt sprzedaje się najlepiej. Mam za to listę sześciu projektów (z różnych biur), które w ciągu ostatniego półrocza należały do najpopularniejszych. W kolejności alfabetycznej: "Ciekawy", "Dom w firletkach", "Granat", "Reprezentacyjny", "Seweryna" oraz "Tyberiusz".

Tradycja i luksus

Dlaczego właśnie te domy pokochali Polacy?
Bo dokładnie odzwierciedlają nasze gusta: swojsko-szlachecki styl dworkowy plus balkony (Piotr Wejman z portalu Dom.pl).
Bo to jest architektoniczne disco polo, a my kochamy disco polo (prof. Konrad Kucza-Kuczyński, architekt, były dziekan Wydziału Architektury na Politechnice Warszawskiej).
Bo przedstawiają uproszczone, naiwne wyobrażenie o luksusie, w którym po latach komuny chcemy się pławić (prof. Stefan Kuryłowicz, architekt).

 Reprezentacyjny 
Bo Polacy są konserwatystami i kochają architekturę konserwatywną (Katarzyna Słupeczańska, architekt, autorka projektu "Reprezentacyjny").
 

Zjeść obiad na zamku

Piotr Wejman (szef sprzedaży i marketingu w portalu Dom.pl), choć nie jest architektem, zna przepis na dom marzeń:
- Spadzisty dach, bo Polacy uważają, że taki jest najładniejszy. Dach musi być jednak urozmaicony dużymi lukarnami, jaskółkami (co oczywiście podwyższa jego koszty).
- Wejście do domu na środku, podkreślone portykiem z kolumnami, takimi jak we dworku.
- Co najmniej dwa balkony (jeszcze kilka lat temu wystarczał jeden).
- Duży garaż, najlepiej na dwa samochody, z osobnymi bramami, które są dobrze widoczne.
- I jeszcze to "coś", jakiś dodatek, który na wizualizacji dobrze wygląda. Dom musi być bowiem "bogaty", zwracać uwagę od pierwszego wejrzenia.
To "coś" często decyduje o sukcesie biura projektowego. Każde ma swoją specjalność.
Biuro Archon+ zauroczyło Polaków dużymi oknami z białymi opaskami dookoła i szprosami dzielącymi szyby ("Dom w firletkach" ). I zawojowało rynek. - Genialny ruch - ocenia Wejman. - Taki dom wygląda bogato, imponuje.

 Dom w firletkach
W czasie budowy dom jednak nieco traci. Jak ujawnił mi jeden z architektów Archonu+, wielu inwestorów zmniejsza okna ("Bo duże są piękne, ale drogie") oraz rezygnuje ze szprosów dzielących szyby ("Może kiedyś je dorobię").
Specjalnością biura Archipelag są "domy z falą". - Ludzie kilka lat temu oszaleli na tym punkcie, bo takie domy się wyróżniają - mówi Wejman. - Odzwierciedlają naszą ułańską fantazję, choć falujący dach jest niepraktyczny.
Z kolei Archeton (nie mylić z Archonem!) dostawił do domu basztę (ośmiokątny ryzalit). Jest w niej jadalnia. - Podbili tym serca Polaków, bo nikt wcześniej tego nie miał - komentuje Wejman. - Rodzina je obiad jak na zamku.
Rzeczywiście. Kilka lat temu jednym z najlepiej sprzedających się projektów był "Zameczek". Jest tu baszta-jadalnia oraz balkony, kolumny i ostry, nieco góralski dach.


"Zameczek", projekt Ryszarda Czapli (prezesa biura Archeton). Pow. 140 m kw. Kilka lat temu był to jeden z najpopularniejszych projektów w Polsce. W baszcie jest jadalnia na sześć osób. - Dom jest strojny, ze wszystkimi modnymi elementami - mówi Piotr Wejman z portalu Dom.pl. Prof. Stefan Kuryłowicz: - Jadalnia w baszcie? Niech mi pan tego nawet nie pokazuje.
I garaż na przedzie

Najpopularniejsze projekty pokazałem uznanym polskim architektom. Nie wszystko, co usłyszałem, nadaje się do druku.
- Wytęż wzrok i znajdź dziesięć szczegółów różniących te domy - wpatruje się w wizualizacje prof. Stefan Kuryłowicz, jeden z najczęściej nagradzanych polskich architektów (m.in. Bank Centralny w Trypolisie, opera w Damaszku, osiedla Marina i EKO-Park w Warszawie). - Wytężam wzrok i nie widzę różnic. Wszystkie te domy są niedobre. Balkonik nie wiadomo po co, kolumnada i łuczek nie wiadomo skąd. A z przodu garaż na dwie bryki. Nie wiedziałbym, czy mam wejść do domu, czy do garażu.
- Panie profesorze - mówię - obraża pan gust Polaków.
- Bzdura. Zły gust ma tylko pewna grupa, nie taka znów duża. Ale autorzy tych domów-grzybów wyciągają średnią i tworzą projekty pod dyktat uśrednionych gustów. Nie zamierzam więc obrażać Polaków, natomiast chętnie obrażę autorów tych cudeniek: to nie są architekci, lecz producenci dokumentacji projektowej.
Prof. Konrad Kucza-Kuczyński (m.in. kościół pw. Nawrócenia św. Pawła Apostoła, osiedle Chełmska w Warszawie): - Rozszalały eklektyzm. Kicz. Niby dworki, ale niemające z proporcjami tradycyjnego dworku nic wspólnego. Udają "stare" i "tradycyjne", ale udają nieudolnie. Ciężkie i nieekonomiczne. Na pierwszy rzut oka widać, że nieracjonalnie drogie w realizacji. Jedynie projekt "Ciekawy"  do zaakceptowania, chociaż nie wiem, po co ten doklejony balkon z boku. W "Reprezentacyjnym", choć projekt mi się nie podoba, widać rękę dobrego architekta. Ale wszystko psuje wyrąbiasty garaż z przodu.

Dorysujmy przypory

W projekcie "Seweryna" zwracają uwagę pogrubienia na rogach ścian zewnętrznych. Widać je w projektach wielu biur. Skąd się wzięły?

Seweryna. Autor: Robert Wójciak

Pracownik działu marketingu jednego z biur (anonimowo):
- Projekt-hit to tylko w małej części zasługa architekta. Najważniejsze są systematyczne badania rynku. Kiedyś w ankietach wyszło nam, że ludzie o wymarzonym domu mówią "solidny". Nikt nie zwrócił na to uwagi. No bo wiadomo: solidny, czyli żeby dach nie przeciekał i tynk nie odpadał. A to już zależy od budowlańców, a nie od projektantów. Ale jak poskrobaliśmy, to wyszło, że nie chodzi wcale o jakość wykonania, tylko o to, jak dom wygląda na wizualizacji. Jedna z ankiet zawierała takie zdanie: "Dom powinien wyglądać, że jest solidny jak zamek królewski albo inny zabytek, co przetrwał tysiące lat". Usiedliśmy w biurze: dwóch marketingowców, grafik od wizualizacji i architekt. Co zrobić, żeby dom wyglądał "solidnie"? Siedzimy godzinę, dwie, same cienkie pomysły. "Może powiększyć dach?". "Eee, to już było". I nagle grafik mówi: "W jakimś zabytku widziałem takie pogrubione mury u dołu. Po co są te pogrubienia?". Architekt na to: "To są przypory. Kiedy w gotyku zaczęto budować wzwyż, czyli bliżej Boga, dzięki przyporom ściany nie rozjeżdżały się pod własnym ciężarem. Ale dziś nie ma to sensu". Marketingowiec na to: "Genialne! To właśnie ma sens! Dorysujmy te przypory". Grafik dorysował i projekt chwycił. Przypory przez pewien czas były bardzo modne. Wiele biur je dorysowało. Nie są wcale drogie, ponoć można je zrobić ze styropianu obklejonego sztucznym kamieniem.
Autorem "Seweryny" (z przyporami) jest Robert Wójciak, właściciel biura Krajobrazy. - Dla Polaków dom jest opoką, solidnym, bezpiecznym schronieniem - mówi. - Trendy na Zachodzie są zupełnie inne, tam projektuje się domy wyglądające lekko. Dzisiaj mieszkasz w jednym mieście, jutro znajdujesz pracę w innym i zmieniasz dom. A Polacy ruszają się niechętnie. Większość uważa, że buduje dom na całe życie, że będą w nim mieszkać ich dzieci i wnuki, które często nie mają na to najmniejszej ochoty.

Na tropie balkonu

Autorka projektu "Reprezentacyjny" Katarzyna Słupeczańska zrezygnowała z dworkowych kolumn przed wejściem. - Chciałam, żeby projekt był możliwie tani w realizacji - mówi.
Projekt szybko stał się hitem, a Słupeczańska zaczęła odbierać dziesiątki telefonów z prośbą o drobną zmianę: dostawienie kolumn.
- Zaprojektowałam też domy z kolumnami, ale za to bez balkonów. Wtedy inwestorzy często prosili o balkon.
- Ale po co komuś balkon w domu na wsi? Przecież ma ogród.
- Można lepiej nasłonecznić i przewietrzyć pokój, na balkonie można przewietrzyć pościel, wózek z dzieckiem wystawić.
- No to właśnie ogród jest od tego.
- Z setek rozmów, które odbyłam z inwestorami, wiem, że ludzie lubią balkony. I robię ukłon w stronę ich gustów. Architekt nie może tylko narzucać swojej woli, musi umieć słuchać.
Domy z balkonami zaczęły się pojawiać na polskiej wsi w latach 70. Wśród architektów panowała wtedy opinia, że jest to objaw chłopskich marzeń o życiu w mieście: w blokach są balkony, więc ja też chcę mieć coś takiego.
Jan Kucza-Kuczyński, architekt (razem z ojcem - Konradem - prowadzą pracownię Atelier): - Te balkony w wiejskich domach całymi latami stały niewykończone, bez barierek. Najlepszy dowód, że nikt z nich nie korzysta.
Jednak dzisiaj na wsi budują miastowi, którzy uciekają z ciasnych mieszkań w blokach. Dlaczego zabierają ze sobą balkony?
Robert Wójciak, autor "Seweryny" (jeden balkon): - Na balkonie stoi Julia, a pod spodem Romeo śpiewa serenady. Polacy mają romantyczne marzenia, a ja staram się je realizować.
Pracownik marketingu jednego z biur (anonimowo): - Pan domu może z góry spojrzeć na sąsiada, który smrodzi mu od rana grillem.
Architekt z innego dużego biura (anonimowo): - Polacy wcale nie chcą balkonów, tylko żeby elewacja domu była ozdobna. Architekci, zamiast pokazać im rozmaite rozwiązania, idą na łatwiznę. Bo dołożyć balkonik z kutą balustradą nad wejściem jest najłatwiej.

40 tysięcy za projekt

Profesorowie Kucza-Kuczyński i Kuryłowicz prowadzą własne pracownie. Projektują osiedla, stadiony, fabryki, lotniska, ale też domy jednorodzinne na indywidualne zamówienie. Ile kosztuje projekt domu o powierzchni 200 metrów? Około 40-50 tys. zł. W dobrej pracowni (ale nie tak znanej) zapłacimy 10-15 tys. (ceny w Warszawie).
- Czyli Polacy są skazani na projekty gotowe - mówię - bo tylko na takie ich stać.
- Bzdura! - odpowiada Kuryłowicz. - Jak ktoś planuje budowę domu za 500 tys., to nie stać go na przyzwoitego architekta za 15 tys.? Mity! U nas po prostu nie ceni się pracy intelektualnej. Postawił parę kresek i wziął 15 tysięcy. Toż to rozbój w biały dzień!
- A może pan profesor zrobiłby tani projekt gotowy i wrzucił do internetu? - proponuję.
- Proszę bardzo.
- Serio?
- Jak najbardziej. Obiecuję, że do końca roku zaprojektuję dom powtarzalny.
Ustaliliśmy: dom powtarzalny prof. Kuryłowicza będzie miał około 150 metrów (najpopularniejszy obecnie rozmiar), musi zmieścić się na działce o szerokości 20 metrów (wiele działek w Polsce jest wąskich, bo są to dawne pola uprawne), koszt budowy ma się zamknąć w granicach 400-500 tys. zł, a cena projektu musi być zbliżona do cen projektów gotowych dostępnych obecnie na rynku.

Salon bez telewizora

O co proszą klienci, którzy są gotowi zapłacić 50 tysięcy za projekt u znanego architekta?
- Domagają się nowoczesnej architektury, zgodnej z trendami panującymi w zachodniej Europie.
- Lubią płaskie dachy i modernizm.
- Nie chcą, żeby garaż był od frontu.
- Żądają osobnego pokoju do oglądania telewizji ("Bo telewizor w salonie konkuruje mi z kominkiem").
Miłosz Lipiński, współautor "Ciekawego" : - Modernizm nie trafia do mas, bo został skompromitowany w Peerelu. Płaski dach kojarzy nam się z ohydną gierkowską kostką. Ale to się zmienia. Ludzie czują przesyt stylem dworkowym. Chcą nowoczesności, coraz częściej montują na dachach kolektory słoneczne. I wiedzą, że do dworku to nie pasuje.

 Murator C118b "Ciekawy" (wariant II) - projekt Ludwiki i Miłosza Lipińskich. Pow. 133m kw. Prof. Konrad Kucza-Kuczyński: - Niezły projekt. Tylko po co ten balkon z boku? Miłosz Lipiński: - Dom popularny powinien być strojny. Stąd balkon.
Dworek gubi proporcje

Jednym z pionierów stylu dworkowego w Polsce był żoliborski architekt Jerzy Sajdak. Całymi latami biegał po dworkach na Mazowszu, robił pomiary i zdjęcia. Następnie stworzył projekt powtarzalny, ale zachował tradycyjne proporcje (choć dołożył balkony). Projekt na początku lat 90. sprzedawał się znakomicie.
- Potem dworek zadomowił się w projektach typowych i zgubił cały urok - mówi Sajdak. - Ściany urosły, dach zmalał. Pół kraju upstrzono takimi dziwolągami bez proporcji.
Dlaczego dworek stracił proporcje? Łatwo to wyjaśnić: chodzi o ścianę kolankową. Jest to ściana na wieńcu stropowym parteru. Opierają się na niej drewniane belki więźby dachowej. Im wyższa ściana kolankowa, tym wyższe poddasze.
Jerzy Sajdak: - W trakcie budowy majster mówi do inwestora: "Ja tu panu dwa pustaczki dołożę, dach pójdzie do góry i będzie pan miał na poddaszu więcej miejsca". I człowiek się cieszy. Ale dom traci proporcje i wygląda dziwacznie.
Katarzyna Słupeczańska (autorka "Reprezentacyjnego") projektuje więc tak, żeby klienci nie mieli podobnych pokus: od razu daje wysoką ścianę kolankową.
- A co z proporcjami? - pytam.
- Gubię ścianę kolankową, projektując dłuższe okapy.
Rzeczywiście, widać to w większości domów z użytkowym poddaszem. Mają przedłużone dachy, co jest rozpaczliwą próbą walki o proporcje.

"Granat" - projekt Tomasza Włodarczyka (właściciela biura Krajobrazy). Pow. 124 m kw. Prof. Konrad Kucza-Kuczyński: - Brzydko i z błędami. Komin zaprojektowany na styku lukarny z dachem, czyli w bardzo "awaryjnym" miejscu. Może przeciekać. Piotr Wejman z portalu Dom.pl: - Świetnie się sprzedaje, bo ma prostą bryłę oraz to "coś": balkon, okrągłe okno przy wejściu i kominy z klinkieru.
Wiocha i obciach

Architekt Jan Kucza-Kuczyński, jeżdżąc po polskich wsiach, zaobserwował: stare, drewniane chałupy o pięknych proporcjach walą się zaniedbane. Albo obkłada się je sidingiem. - Polacy, wbrew własnym deklaracjom, wcale nie szanują tradycji - mówi. - Jesteśmy niewrażliwi na architekturę regionalną, wstydzimy się jej, uważamy, że to wiocha i obciach.
Prof. Konrad Kucza-Kuczyński: - Domy z projektów gotowych mają być "stare", ale broń Boże wiejskie. Skandynawowie od pokoleń korzystają z prostej architektury ludowej, nie zmieniają geometrii dachu, komina, tradycyjnych proporcji. A my kurpiowskiej chałupy się wstydzimy.
Jan Kucza-Kuczyński: - Drewno to u nas obciach. Nie chcemy go na elewacjach, nie chcemy też z drewna budować. Bo niby jest nietrwałe i myszy w nim harcują. Ale to tylko wymówki. Polak po prostu wstydzi się swojego wiejskiego pochodzenia, chce zgubić tę drewnianą chałupę i awansować do dworku, który tak naprawdę dworkiem nie jest.
Grzegorz Sroczyński      

Mieszko - domy z falą.

 

2 komentarze:

  1. brawo, cała prawda o Polakach. Niby bogacze, niech wieś widzi i podziwia, bo my bogaci, miastowi na wieś wracamy, bo nas stać a tak na prawdę całe życie słoma z butów.....

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie zauważyłam tego błędu w projekcie Granat, nie wygląda tak źle... pozostałe wyglądają śmiesznie;p

    OdpowiedzUsuń